niedziela, 30 marca 2014

Kampania Antypotterowska-rozpoczęcie

Dumbledore jak to on, trzymał nas w napięciu przez całą ucztę, gdy w końcu zdecydował się odczytać nazwiska uczestników turnieju trójmagicznego.
-Beaxbatons Fleur Delacur.-świetnie może po tym przestanie być taka irytująca?
-Durmstag Wiktor Krum,  a reprezant Hogwartu to Cedrik Driggory...i coś nie prawdopodobnego Harry Potter!- Mało nie wyplułam soku dyniowego prosto na bułgara. Że co?! Potter ma nas reprezentować razem z Drigorrym. Merlinie przecież to będzie istna porażka. Puchoni to mięczaki, a w dodatku idioci, a gryfoni wkurzające cnotliwe, zakochane lub będące szlamą również idioci. Naturalnie czara nie mogła wylosować kogoś kto miałby szanse to wygrać...Gdyby padło na kogoś z nas albo na któregoś z no trochę przemądrzałych krukonów. Wymieniłam zaskoczone spojrzenia z przyjaciółmi. Przecież to nie logiczne ich powinno być tylko trójka. Podobno ten stary głupiec nałożył linię wieku...a tu jednak Potter jakoś został wybrany. No cóż mam nadzieję ,że podzieli los wielu innych,którzy nie przeżyli turnieju trójmagicznego. Madame Maxime, Karkorow, Dumbledore i reprezentanci udali się do pomieszczenia obok wielkiej sali, by omówić tą nie oczekiwaną rzecz. Uczta chyliła się ku końcowi razem z Draco i Pansy zaczekaliśmy pod wielką salą by wyrazić poparcie Driggoremu, a po za tym by dopiec Potterowi, a co mi tam niech nie ma za słodko. 
-Bravo Cedrik...mamy nadzieję ,że to wygrasz.-powiedział do puhona Draco.
-A ty co Potter? Postanowiłeś znów zwrócić na siebie uwagę całego świata...?-spytałam złośliwie.
-Ja nic nie zrobiłem...-odparł
-Yhym, jasne. Przeginasz Bliznowaty, dałbyś chwilę pobyć komuś innemu w blasku fleszy.- zrobiłam ironiczny uśmiech. Pansy mi przytaknęła. "Wybraniec"odszedł szybkim krokiem, mrucząc pod nosem jakieś nie zrozumiałe bełkoty. Było późno więc udałam się do dominotorium.
Następnego dnia przed Opieką nad magicznymi stworzeniami, gdy Potter zaczął się zbliżać zaczęliśmy dla żartu go oklaskiwać. Chłopcy gwizdali. 
-O to nasza gwiazda...która musi mieć przy sobie na turnieju zestaw pieluch.-zaśmiałam się unikając rzuconego przez niego zaklęcia.
-Co?! -zdziwił się jego rudy kumpel.
-A to.-zaczęłam im czytać odpowiedni fragment Proroka Codziennego. -Harry James Potter , wybraniec ,złoty chłopiec drugim uczniem reprezentującym Hogwart. Wczoraj odbyłam z nim dokładny wywiad. Może wydaje się silny, ale wewnątrz to mały chłopiec,który boi się tego turnieju. Jak sam mi zdradził "Gdy tylko o tym myślę mam ochotę chwycić mojego pluszowego misia, i nigdy go już nie puścić." Roześmiałam się rzucając mu uwagę
-Ooo mali Potti chcie swojego misiaczka...jakie to ślotkie i mozie jeszcze pieluszkę jakbyś miał się skupkać przed albo  w czasie turnieju.- mówiłam dziecinnym tonem udając ,że trzymam miśka. Inni ślizgoni pokładali się ze śmiechu. Również dodawali swoje teksty typu "Szybko misio dla wybrańca" albo "Dajcie tu pieluszkę ,bo Potter zaraz się zesra ze złości i strachu." Nabijaliśmy się z niego póki nie pojawił się Hagrid, swoim tubalnym głosem karząc nam przestać. Gdy gajowy nie patrzył, nie którzy zaczęli udawać,że trzymają miśka.
-Ignoruj ich Harry...-powiedziała Granger do niego. Lekcja szybko upłynęła na nabijaniu się z Pottera. Gdy wracaliśmy do dominotorium, zatrzymała nas przed bramą kobieta w jaskrawym żółtym stroju, z okularami i torebką z krokodyla.
-Witajcie, jestem Rita Sketter dziennikarka z Proroka Codziennego. Wyglądacie na dobrze poinformowanych czy nie zechcielibyście udzielić mi krótkiego wywiadu na temat szkoły?-spytała.
W głowie zaświtała mi doskonała myśl, dzięki temu można pozbyć się kogoś z Hogwartu.
-Naturalnie,że tak.-odparłam. Dziennikarka uśmiechnęła się i powiodła nas w stronę najmniej uczęszczanej części błoni. Usiedliśmy na kocu ,który ona przywołała.
-Nie będzie wam przeszkadzać ,że użyję samopiszącego pióra?
-Nie.
Wyjęła okropnie zielone pióro i pergamin. Zrobiła małą próbę...
-Dobra moi drodzy na którym jesteście roku?
-Na 4.
-Czyli rówieśnicy Harrego Pottera?
-Tak, ale raczej nie chcemy być z nim kojarzeni.-prychnęła Pansy.
-Dlaczego?
-Potter, nie jest bohaterem za którego go większość uważa.-powiedzieliśmy jednocześnie z Draconem.
-Ciekawe..
-Na pierwszym roku złamał jedną z najważniejszych zasad. Dyrekcja została poinformowana i niech pani uważa ukarani zostali informatorzy. -odparła Pansy
-Czyli jego faworyzują?
-Tak. Potter zawsze jest według nich święty. A to tylko dlatego ,że ma bliznę po ataku  Sama-Pani-Wie-Kogo.-dodała Astoria.
-Cieszycie się ,że on razem z Cedrikiem będzie reprezentował Hogwart?
Spojrzałam na nią miną pod tytułem "Pani chyba żartuje."
-Cóż Cedrik jest prawdziwym reprezantem...a Potter bezprawnie chcę odebrać puchonom tą małą chwilę sławy.On dla blasku fleszy zrobi wszystko.-powiedziałam.
-Czyli Harry Potter nie do końca jest taki jakim go kreują?
-Tak, dwa lata temu podczas spotkania klubu pojedynków szczuł węża na jednego z puchonów. On zna język węży...wtedy dochodziło do okropnych wypadków w naszej szkole. Rok temu przez niego hipogryf zaatakował mojego brata łamiąc mu rękę. A parę tygodni temu chciał mnie zaatakować oszałamiaczem.-odparłam wymieniając kilka spraw.
-Kto by pomyślał. Potter bohater,ale czy aby na pewno?! Dziękuję wam. Podajcie mi tylko jeszcze tylko swoje nazwiska.-
-Rozalie Malfoy, Draco Malfoy, Pansy Parkinson i Astoria Greengrosses.-odparłam
-Dziękuję,wam to będzie artykuł mojego życia. Do widzenia.
-Do widzenia.-odeszliśmy.
                                                                                                                                                                                                                       

piątek, 28 marca 2014

Przybyli

Nadszedł w końcu dzień w którym miały odbyć się wybory uczestników trójmagicznego. Przyjechali do Hogwartu czarodzieje  Durmstagu i Beauxbatonu. Matko, mało co a kopnęłabym Drake w nogę pod stołem. To naprawdę potrafi wkurzyć,gdy chłopak z którym jesteś gapi się na jakąś przyjezdną wkurzającą francuzkę. Wiele mnie kosztowało by się nie podnieść i nie użyć cruciatusa na niej. A te ich błękitne mundurki?! No błagam! Na szczęście one usiadły przy krukonach. Po chwili weszła delegacja Durmstagu z ich dyrektorem na czele. Oni skręcili w naszym kierunku. Na Merlina! Wiktor Krum jest jeszcze uczniem?! Usiedli pomiędzy mną a moim bratem, dlatego że jestem tak jak on prefektem.
-My nie mamy u nas takich luksusów.-powiedział najsłynniejszy na świecie szukający, łamaną angielszczyzną podnosząc złoty kielich. 
-Naprawdę?-zdziwiłam się patrząc na jego ostry profil.
-U nas w Durmstagu jest bardzo zimno, a tu gorąco.-Krum zdjął swój futrzany płaszcz. Nie musiałam zerkać na Drake by wiedzieć ,że zaciska pięści. Wiktor spojrzał na mnie uśmiechnął się i spytał 
-Jak się nazywasz? Ja jestem Wiktor Krum.
-Wiem kim jesteś. Ja jestem Rozalie Malfoy prefetka slytherinu.-odparłam z uśmiechem.
-Bierzesz udział w zawodach?
-Nie. Dumbledore rzucił na czarę linie wieku...a ja mam dopiero 14.
Napiłam się soku dyniowego.
-Witaj ja jestem Draco Malfoy, drugi prefekt slytherinu.- wtrącił się mój brat.
-Witaj, jesteście rodzeństwem.- spytał Krum pokazując na nas.
-Tak, bliźniętami-odparliśmy jednocześnie. Bułgarski zawodnik się uśmiechnął.
-Ojciec chciał nas posłać do Durmstagu, ale matka się temu sprzeciwiła..-zaczął Draco. Zza naszych pleców usłyszeliśmy
-Jaka szkoda,że ona was tak kocha ,że tam nie wylądowaliście. Nie musielibyśmy się z wami widzieć.- odwróciłam się. No tak bliznowaty.
-Słuchaj no Potter,to że jesteś gwiazdą dla tamtych.-omotałam ręką pozostałe trzy stoły.-To nie zmienia faktu,że dla nas jesteś kolejnym irytującym plugawym mieszańcem.-odparłam mu wściekła.
-Przepraszam,może nie powinienem się wtrącać, ale to nie było miłe Potter. Do kobiet, a zwłaszcza tych pięknych tak się nie mówi.-huknął na bliznowatego Krum, marszcząc czoło i ściągając ostro krzaczaste brwi.                                                                                                           

niedziela, 23 marca 2014

W głąb umysłu wybrańca.

-Naprawdę nie mam już pojęcia jak cię nazwać. Diablicą? A może Anielicą? Zawsze gdy Harry ma jakiś wypadek to ty tam jesteś.-powiedziała pani Pomfrey wstrzykując mu dożylnie jakieś leki. Nic nie odpowiedziałam. Przecież to było jasne,że nigdy bym mu nie pomogła.
-Słuchaj panienko Malfoy. Co jemu się stało,że do tej pory nie mogę go obudzić?-spytała.
-A co ja jestem?! Próbował rzucić na mnie jakieś zaklęcie, chybił. Odbiło się od zbroi i vola Potter leży...Lepiej on niż ja.-
-Czyli nie miałaś nic z tym wspólnego?
-Nie, jak pani może myśleć ,że fatygowałabym się by ten "złoty chłopiec" był w takim stanie.- słowa złoty chłopiec wymówiłam z pogardą. Gdybym ja się za to zabrała to by nikt już go nie uratował. On nawet tak łatwego zaklęcia nie umiał zrobić poprawnie. Pfff i on uchodzi czarnemu panu za każdym razem. Zaczął się budzić. Był osłabiony więc w końcu mogłam poszukać w jego umyśle ciekawych informacji. By nie było podejrzeń wyszłam z skrzydła szpitalnego i udałam się do mojego dominotorium. Zamknęłam się by mieć absolutny spokój i zaczęłam używać legilimencji na Potterze. Uspokoiłam się i skoncentrowałam. Zobaczyłam jego wspomnienia, myśli.
W tym momencie właśnie rozmawiał z tym swoim rudym przyjacielem. Jako ,że używałam legilimencji słyszałam co mówili nie będąc tam.
-Harry weź nawet nie pierdol.-zaczął Weasley
-Bo powiększysz rodzinę.-dodał Calario ze śmiechem.
-Ale ja mówię na poważnie....-bronił się.
-Dobra to każdy wie ,że w rankingu na najsexowniejszą dziewczynę w Hogwarcie zajmuje Malfoy.-powiedział Calario.
-Fakt, ale ona jest ślizgonką i nie spojrzy na żadnego z nas inaczej niż z pogardą.- dołączył się Thomas. Miał racje. 
-Naprawdę z niej jest franca.
-Niebezpieczna i przebiegła.
-Niesamowicie sexi i żądna władzy.-powiedzieli wszyscy. Aha, spoko gryfoni fantazjonowali na mój temat. Gdybym o tym powiedziała Drakeowi to wszyscy wylądowali by w św,Mungu. Dobra Rozalie...szukaj czegoś istotnego a nie dziecinnych marzeń grupki debili. Po zobaczeniu naprawdę wielu rzeczy o których nie chciałam wiedzieć. Dotarłam do wspomnienia z dnia gdy Czarny Pan po raz pierwszy zaatakował. 
Mały około roczny chłopiec zanosi się śmiechem w ramionach rudowłosej kobiety, obok niej stoi brunet w okrągłych okularach. Sprawiają wrażenie kochającej się rodziny. Po dokładniejszym przyjrzeniu się można było dostrzec ,że matka Pottera była w ciąży. Czyli miałby rodzeństwo... Zza oknem widnieje zakapturzona postać. Jednym ruchem ręki otwiera drzwi domu Potterów. Kobieta pobiegła z dzieckiem na górę. James Potter zasłonił sobą wejście na piętro. Serio? myślał, że da rade największemu czarnoksiężnikowi tych lat? I to jeszcze bez różdżki? Na brodę Merlina to było dziecinnie proste.
-Lily, zabierz Harrego i biegnij!!! To on!!-krzyczał. Jeden ruch ręką, szybkie wymówienie dwóch budzących grozę słów: Avada Kedavra, zielone światło...i James Potter pada martwy.Czarny Pan z uśmiechem wszedł na piętro. Drzwi do kryjówki matki z dzieckiem w mig stały przed nim otworem. Na widok Lorda Voldemorta położyła Harrego do łóżeczka oraz rozłożyła szeroko ręce. Jakby to mogło ją uratować....
-Tylko nie Harry!-krzyczała
-Odsuń się, durna szlamo.-warknął Riddle.
-Proszę miej litość...weź mnie zamiast niego...miej litość.-błagała nie mal na kolanach. Lord mógłby siłą ją odsunąć, ale po co jak mógł unieszkodliwić ich wszystkich. Zielone światło. Lily Potter padła martwa obok łóżeczka swojego rocznego syna. Maluch zaczął płakać, patrząc na to wszystko.Czego jak czego ale ryku małych dzieciaków Tom Riddle nie znosił najbardziej. Wycelował różdżkę w twarz dziecka. Chciał zobaczyć jak niszczy wybrańca.
-Avada Kedavra!-krzyknął. I nagle z stał się niczym...uciekł...musiał się ukryć z dala od tego denerwującego płaczu małego Pottera.
Wiedziałam już dlaczego on wtedy przeżył...Kluczem była miłość i poświęcenie. Jego matka uratowała go swoją miłością...to wyjaśniało dlaczego przeżył jako dzieciak, ale nie to jakim prawem żył do tej pory mając na karku Lorda Voldemorta i jego śmierciożerców. Musiałam dowiedzieć się dlaczego. I to nie dla Voldemorta. Przecież potęga Czarnego Pana słabła, i jak każdy umrze albo zostanie pokonany i zabity przez kogoś sprytniejszego,bystrzejszego, młodszego, szybszego. W każdym razie te rzeczy ,które robiłam to nie dla niego tylko na mój własny rachunek. Przecież jestem jedną z kolejnych dziedziców slytherina. I nie mogę  być w cieniu kogoś kogo sława i cała reszta jest policzona co do dnia. Teraz dostrzegła ,że Potter może się sprzydać. W końcu był tak jakby tarczą obronną przed Voldemortem...Dowiem się na czym ta wyjątkowa nietykalność polega i sama ją zdobędę i nie będę musiała być jedną z pachołków Riddla. O nie! Ja marzę by rządzić a nie by komuś podlegać.                                                 

sobota, 22 marca 2014

Patrol Time

Po tym ogłoszeniu Dumbledora, wszyscy wtajemniczeni ślizgoni zebrali się w moim dominotorium. To było niemożliwe!!!Jak on zdążył tak szybko wykryć, że coś będzie, oj będzie się działo w Hogwardzie z dedykacją dla szlam hahaha. Usiadłam na swoim łóżku, reszta po turecku na dywanie.
-No cóż, musimy zaalarmować ciocię Belle ,że stary dyro coś przeczuwa.-rzuciłam do Draco.
-Dobra to ja do niej zadzwonię i dam na głośnomówiący.-odparł wyciągając komórkę. Jedyny mugolski wynalazek, pożyteczny dla czarodziei.  Wykręcił jej numer. Już po chwili było słychać jej głos.
-Tak? Czego chcecie mali ślizgoni?
Przełknęłam ślinę.
-Ciociu jest taka mini sprawa..-zaczęłam
-Roze, przejdź do sedna.
-Stary Dumbledore, coś przeczuwa.
-W takim razie trzeba przyspieszyć akcje.-odparła.
Spojrzeliśmy po sobie. To miało stać się jutro...ale no cóż musimy to zrobić pod czas dzisiejszego patrolu. 
-Przejdziemy przez jedno z tych tajnych przejść.
-ciociu Bello jak już przejdziecie to użyjcie zaklęcia kameleona..a my posłużymy za waszą eskortę, bo i tak patrolujemy te durne korytarze.-powiedział Draco.
-Dobry pomysł Draconie. Za pięć minut przy szafie zniknięć.- rozłączyła się.
Plan był mega łatwy. Wprowadzić cioteczkę Bellatrix i kilku innych popleczników Czarnego Pana do Hogwartu. Oni znajdują coś czego szukali. I będzie można w końcu pozbyć się tych brudnych szlam. Matko, jakby i tak to patrolowanie nie było wkurzające to jeszcze Dumbledore musiał do nas przyłączyć tych plugawych gryfonów. I to niestety skomplikowało nam sprawę. Musieliśmy szybko coś wymyślić....Nienawidzę ich, ale cóż spójrzmy w oczy prawdzie. Ja najbardziej nadawałam się do tego by bez podejrzeń odciągnąć tych cnotliwych debili od nas gdy będziemy realizować plan, oraz najlepiej z naszej grupy jakby co rzucałam obliviate. Więc ja poświęciłam się by plan mógł się udać. Patrolowało się w parach. No cóż jak pech to pech. trafiłam na Chłopca,który przeżył, wybrańca, złotego chłopca...nie ważne jak go większość nazywała dla mnie był tylko plugawym mieszańcem, który jakimś cudem ośmieszał Voldemorta. Tak czy siak gdy moja paczka przemycała śmierciożerców, ja męczyłam się udawaniem,że obchodzi mnie to czy jakaś szlama jest w niebezpieczeństwie. Przez pierwszą godzinę patrolu szliśmy w milczeniu, bo niby o czym mam z nim gadać?
-Malfoy...Czy to...no wiesz ta kłótnia między mną a tobą i Draconem nie trwa już zbyt długo?- zaczął. Przystanęłam. Co on kombinuje? Zwęziłam oczy i odparłam
-Ty to zacząłeś "Złoty Chłopcze".- zrobiłam cudzysłów palcami gdy wymawiałam jeden z jego pseudonimów. Zrobił minę jakby się zastanawiał o co biega.
-Ja? Ale jak?
-Heh, nie udawaj głupiego Potter. A może na serio jesteś głupcem.- szturchnęłam go różdżką. Na Merlina pokusa by go właśnie teraz zabić, gdy nigdzie nie ma niewygodnych świadków, była ogromna. Jednak nadal byłam świadoma gniewu Voldemorta jaki by na mnie spadł gdybym zabiła tego ,którego on osobiście a jednak jakże nie udolnie próbuje zabić. Cofnęłam różdżkę.
-Naprawdę nie mam pojęcia...chwila wam nadal chodzi o to ,że przed ceremonią przydziału odrzuciłem waszą przyjaźń?
Prychnęłam -Bravo, Potter. Chcesz medal za spostrzegawczość?!-rzuciłam sarkazmem. Ja nie mogę na czym ten świat stoi?! Zakichany zbawca świata, zakochany w szlamach a do tego jeszcze wolno myślący. No błagam. Gdzie on się pcha na salony? Patrzyłam gniewnie na sprawcę całego mojego złego humoru. Jaki tam z niego wybraniec? Zwykły idiota...jak to mówią głupi ma zawsze szczęście, no cóż w przypadku bliznowatego to się sprawdzało, przeżywał ataki największego czarnoksiężnika.
-Malfoy...-wypowiedział. Merlinie! Nie mam zamiaru odgrywać nikogo miłosiernego, okres ulgowy dla niego już dawno przeminął.
-Masz racje Potter, przyswajaj sobie nazwiska o znacznej wartości. Może powinni ustanowić święto,że znasz rody czystej krwi.-odparłam unosząc brew i patrząc na niego z ironicznym uśmiechem.
-Tak nie powinno być. Chodzi mi o to,że po co te słowne walki między naszymi domami.Czy celem Hogwartu nie jest to by czarodzieje nie ważne jakiego statusu się poznali i zaprzestali konfliktu.-zaczął nawijać wystarczająco długo bym mogła ukryć różdżkę trzymaną przez jedną rękę w rękawie.
-Potter,Potter. Bredzisz jakbyś coś jarał. To twoje przemówienie dosłownie ocieka tęczą i jednorożcami. Zmartwię cię bliznowaty, ale to nie jest jedna z tych głupiutkich mugolskich bajeczek, w których wszystko jest w głupich różowych barwach.-obserwowałam ruch jego ręki.
-Żremy się od pierwszej klasy...może czas zacząć nowy rozdział?
-O tak, jasne..bądźmy przyjaciółmi.
-Serio?
-Tak...zaraz po patrolu pójdziemy razem na herbatkę do twoich rodziców...chwilunia coś tu nie gra. A tak twoi starzy nie żyją...-patrzyłam z satysfakcją jak twarz mojego wroga zmienia odcienie jak szalona. Biały,zielony,czerwony,biały...fajnie było popatrzeć. Wyciągnął w moim kierunku różdżkę.
-Ty sobie naprawdę grabisz.
-Co ty mi możesz zrobić? Biedny mały posłuszny światłości Potter. Nie może nic mi zrobić.- prowokowałam go coraz bardziej.
-Jesteś wiedźmą z piekła rodem Malfoy.-warknął
-O dziękuję za komplement. -zaśmiałam się, obok mojej głowy przeleciało zaklęcie. Chybiło o centymetr.
-Oj, Potter,Potter nawet celność masz niższego gatunku.-nabijałam się z niego.
-Córeczka rozpiesztrzana przez śmierciożerce.-warknął.
-A żebyś wiedział bliznowaty, ja przynajmniej mam całą rodzinę, a nie durną ciotkę, głupiego wuja i debilnego kuzyna w dodatku mugoli.
-Franca.
-Ooo słabo Złoty Chłopcze. Na więcej cię nie stać.
-Idź do diabła Malfoy.
-Już byłam, miły gość.
O tak doprowadzałam go do furii. Nic a nic nie mógł mi zrobić, inaczej mój ojciec by mu zrobił piekło. Odwróciłam się. Doskonale wiedziałam co zamierza. Wyciągnęłam lusterko, które odbiło jego zaklęcie i go trafiło. Wybraniec padł na posadzkę. Klasnęłam w dłonie i zza rogu wyłoniła się moja paczka wraz z ciocią Bellą i poplecznikami Lorda Voldemorta. Ciotka podeszła do nieprzytomnego Pottera.
-Ten mieszaniec, próbował cię oszołomić.
-Nie wziął pod uwagę tego ,że ja to przewidziałam.-odparłam chowając lusterko do kieszeni. Zastanawiałam się co teraz. Ten leży...nie pomyślałam a co jeśli ktoś się na nas teraz natknie?!
Trochę trudno będzie wytłumaczyć co grupa ślizgonów robi z śmierciożercami nad nieprzytomnym Potterem.
-Rozalie, teraz możemy mu zabrać to czego Czarny Pan na razie potrzebuje.-wyjęła mu z kieszeni mapę hucnotów, pelerynę niewidkę i medalion slytherina. Po czym teleportowali się stąd.
                

wtorek, 18 marca 2014

The next day

Pukanie wyłoniło się z rytmu dudnienia w mojej czaszce,upartemu stukaniu towarzyszyło uparte zawodzenie. Ostatnie jedwabne nici mojego snu zostały rozwiane, rozpoznałam głos wołający mnie z korytarza.
-Rozalie!!! Wstawaj!- to mój brat mnie tak dręczył. -Wszyscy prefektci mają być na zebraniu!-
-Idź do diabła...przecież nie śpię.-syknęłam. Gdy tylko pukanie ustało, zsunęłam nogi z łóżka. Tuziny przyjemnych rozbłysków wspomnień z zeszłej nocy wróciło do mojej głowy. Ja pierdziu! To była dopiero noc! Cały Hogwart balował i nikt nie szedł spać wcześniej niż w okolicach piątej rano. Teraz była 10 rano. Heh tylko pięć godzin snu...jak przez nich zbrzydnę to będą mieć awanturę...przecież dla urody śpi się 8 godzi! Poszłam do mojej łazienki. Odgarnęłam moje długie jasne włosy i w ogóle cała resztę. Potrzebowałam szybkiego odświeżenia...przecież nie mogę się spóźnić na to głupie zebranie. Tak więc po 10 minutach (jak na mnie to naprawdę jest to sprint) wyglądałam dobrze, ale ja zawsze muszę wyglądać idealnie! Tak więc klnąc na głupotę tych co właśnie teraz zwołali to spotkanie wyszłam z pokoju mało nie przewróciwszy mojego brata również prefekta. Wyszliśmy z naszego pokoju wspólnego i skierowaliśmy się do Wielkiej Sali. Jak wiadomo w czasie narad inni uczniowie nie mają tu wtedy wstępu. Zdziwiła mnie ta narada w końcu ostatnia była 2 lata temu...weszliśmy więc do środka dumnym krokiem.
Przy stole siedzieli już prefekci z pozostałych domów. Z tego co zdążyłam zauważyć to nikt nie wiedział dlaczego tak nagle ją zwołano. Myślałam ,że mnie zaraz szlag jasny trafi na miejscu. Czemu, czemu wolne miejsca były tylko obok szlamy i zdrajcy z gryffindoru!!!??? Niechętnie usiedliśmy obok nich. Zaraz, zaraz coś mi się tu nie zgadzało...dlaczego tu są obecni ci gryfoni co mnie zaczepiali na balu?! I grupki od przemądrzałych Krukonów i z kretyniałych Puchonów?!
-Prefekci Slytherinu jak rozumiem dopiero parę minut temu dowiedzieli się o zebraniu?!-spytał nas Dumbledore.
-Tak, panie Dyrektorze..Czy my też mamy zwołać najlepszych z naszego domu?-odparłam pytaniem.
-Jak najbardziej, panienko Malfoy.
Wstałam od  stołu i wróciłam do pokoju wspólnego po najlepszych z nas to znaczy zaraz po mnie i Draconie. Na kanapie z butelką ognistej whisky siedział Blaise.
-Wstawaj! I zostaw to do cholery!-powiedziałam  nakazując mu iść za mną.
-Eeee a o co biega?
-Dyro kazał mi zebrać najlepszych z naszego domu. A ty jakimś cudem się kwalifikujesz. Dobra Blaise gadaj gdzie jest Drake, Teodor, Pansy, Astoria i te dwa pachołki Dracona.
Podrapał się po głowie i opitym w szluga głosem odparł.
-No, twój facet jest na treningu, Teo ,Crabbe i Goyle w kuchni żrą, a twoje przyjaciółeczki to zapewne w dominotorium.-
-Ok. Pamiętaj przy dyrektorze nic nie gadaj tym swoim pijackim bełkotem.
Szybko zebrałam  ekipę i ruszyliśmy do Wielkiej Sali.
-Zaskakujące 5 minut i zebraliście najlepszych.
-Tak jest dyrektorze, w końcu jesteśmy ślizgonami.-z dumą powiedzieliśmy.
Usiedliśmy.
-Dobrze skoro jesteśmy tu wszyscy ci co mieli być, to informuje was, że jako ci najzdolniejsi będziecie patrolować korytarze na równi z nauczycielami. Niestety nie mogę wam powiedzieć nic oprócz tego ,że Hogwart może być w niebezpieczeństwie. 

sobota, 15 marca 2014

Przy pełni

Gdy bal chylił się ku końcowi ja i Drake wymknęliśmy się z wielkiej sali i poszliśmy na wieżę astronomiczną. Która była okryta pewną sławą, tam zawsze przychodziły osoby z naszego domu by móc sobie coś ważnego powiedzieć. Usiedliśmy wygodnie na parapecie. Księżyc pięknie świecił. Po paru minutach rozmowy, położył rękę na moim policzku i zbliżył głowę do mojej. Wszystko we mnie wrzało. Czekałam na to od....nieważne odkąd. Gdy był już blisko usłyszeliśmy ,że ktoś oprócz nas tu jest. Nie,no nie! Zawsze jak ma być coś fajnego to ktoś nie proszony musi się wjebać. Drake zaskoczony się cofnął i spojrzał w kierunku źródła dźwięku.
-Aleksy...-warknął na widok szatyna opierającego się o ścianę.
-Co, kuzynie...czyżbym wam przeszkadzał?-spytał z sarkastycznym uśmiechem.
-Spieprzaj stąd Calario.-znów warknął Drake. Gryfon nie zważając na ostrzegawczy ton Drake i moje wrogie spojrzenie zbliżył się do nas. Zatrzymał się przed mną. Obczaił mnie z góry do dołu. Jego usta ułożyły się w uśmiechu.
-Witaj, jestem Aleksy Calario z Gryffindoru. My chyba jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać.-zaczął
-Rozalie Malfoy z domu węża -odparłam tonem ,który sygnalizował by spadał.
-Oooo Księżniczka Slytherinu. Miło cię poznać.
-Szkoda,że ja nie mam takiej przyjemności poznając ciebie.
-Haha. cięty język...czyli plotki były prawdą.-roześmiał się, przysiadł się do nas i dodał
-Jesteś dziewczyną....-zanim dokończył odparłam mu z całkiem dużą dozą sarkazmu
-Nie, cholera chłopakiem, wiesz?
Shadow, zacisnął pięści.
-Wypieprzaj stąd pókim jeszcze dobry...-
-Dobra,dobra...już się zmywam...-podał mi kartkę z jakimś numerem -A ty ksieżniczko,zadzwoń do mnie kiedyś.-
-Chyba w twoich snach.-wyrzuciłam kartkę przez okno. A Gryfon zmył się w końcu z naszych oczu. Upewniliśmy się ,że nie ma tu już nikogo oprócz nas. Ponownie usiedliśmy na parapecie. Chyba w całej wieży było słychać bicie naszych serc, podekscytowanych tą chwilą. Nigdy nie odczuwałam czegoś takiego,było mi na prawdę gorąco. Drake przysunął się bliżej mnie. Spojrzał mi prosto w oczy.
-Roze....Nawet nie wiesz przez ile czasu zbierałem się by cię o to spytać...-
Zrobiłam wielki wdech. Już wiedziałam co chce mi powiedzieć.
-Roze, czy zostaniesz moją dziewczyną?
Odpowiedź była jasna jak słońce. Miałam ochotę ją wykrzyczeć na cały świat. Tak! Tak! Tak!
-Tak.-odparłam spokojnym głosem nie zdradzającym mojego wewnętrznego stanu. Delikatnie zbliżył swoją głowę do mojej i dotknął swoimi miękkimi wargami moich.Z ochotą oddałam pocałunek.  Zatopił rękę w moich włosach a drugą trzymał na moim policzku, ja  natomiast położyłam jedną rękę na jego klacie a drugą przeczesywałam jego włosy. Czułam ciepło w brzuchu, czyżby to były te "motylki" o których tak wszyscy pieprzą na około? Było mi po prostu naprawdę dobrze, a co najlepsze czułam się przy nim naprawdę bezpieczna. Po kilku minutach oderwał swoje usta od moich i delikatnie wargami musną moje ucho mówiąc
-Chyba musimy już wracać, za nim stary Dumbledore przyjdzie tu na patrol.

Bal

Nareszcie po całym tygodniu chodzenia z Pansy i Astorią do miasta w poszukiwaniu idealnych sukienek, znalazłam ją. Krótka, srebna ,błyszcząca. Gdy tylko pokazałam im się w niej w moim dominotorium, Pansy dosłownie zatkało co niestety rzadko się zdarza. Pełna zachwytu mina Astorii zdradzała wszystko. Podeszłam do lustra obróciłam się. Na moich przodków, wyglądałam jeszcze lepiej niż zwykle. Dobra ja byłam już prawie gotowa, bal miał zacząć się za godzinę...Matko jeszcze fryzurę trzeba zrobić i makijaż!!! Spojrzałam z dezaportą na moje przyjaciółki. Popchnęłam Pansy razem z jej sukienką do mojej prywatnej łazienki.
-Idź się ubrać, Pans...Nie do wiary bal za godzinę a wy dwie w rozsypce.-powiedziałam zamykając za Pansy drzwi łazienki. Usiadłam obok Astorii przed lustrem. Zaczęła układać mi włosy.
-Niech zgadnę,ciebie pewnie  Draco zaprosił.
-Tak.-odparła rozczesując moje włosy.
-Pansy musi być wkurzona...-popatrzyłam na swoje odbicie. -Wiesz ona wprost go ubóstwia.-przewróciłam oczami. Dobra Pans to jedna z moich przyjaciółek, naprawdę ją kocham ale jej głupota mnie załamuje. Przecież to oczywiste,że Wielkie D woli Astorię.  Skupiłam się na malowaniu moich paznokci. Srebne z zielonymi paskami, by podkreśli moją przynależność do Slytherinu. Tori..jak nazywałam czasem Astorię szybko uwinęła się z moimi włosami. Miałam delikatne loki. Jak nic Tori ma dar do układania fryzur. Gdy Pansy wyszła w swojej długiej do ziemi zielonej sukience, trzeba było przyznać ,że prezentowała się nawet nieźle ,ale  byłoby lepiej gdyby sukienka była krótsza. Wygoniłyśmy Tori do łazienki a ja zajęłam się fryzurą Pans.
-Bleise?-spytałam układając z jej długich czarnych włosów ozdobnego koka.
-Tak. Chociaż liczyłam ,że to Draco mnie zaprosi...-odparła wypranym z emocji głosem.
-Ech, Pans, Pans...dla mojego brata jesteś jedną z najbliższych przyjaciółek..i jak by wam razem nie wyszło to on boi się tego ,że nie będziecie już przyjaciółmi...A z Tori jak wiesz nie jest tak zaprzyjaźniony..-podniosłam ją trochę na duchu. 
-Naprawdę tak myślisz?
-Jasne-odparłam kładąc jej na głowę zieloną opaskę -Vola!-odparłam.
Astoria wybrała dla siebie delikatną białą sukienkę do kolan. Wyglądała jak jakiś anioł...serio. Kto by pomyślał, Tori jak angel? 
-Dobra-powiedziała -Teraz mam trochę czasu by poczytać.-usiadła na moim łóżku.
-Błagam...znów te durne komiksy?-uniosłam brew.
-To nie komiksy tylko powieść ilustrowana.-odparła 
-Dobra,dobra. Nie wciskaj mi kitu. Jeśli coś ma okropnie owłosioną dupę i nogi i robi pajęczynę to nazywa się pająk, a obrazki z wypowiedzią w dymkach są komiksem.
Ubrałam moje również srebne buty na szpilce. Pansy się roześmiała.
-Okropnie owłosioną dupę?! hahaha Roza ty to masz teksty.-
Była już 20. Lada chwila miały zjawić się chłopaki. Nie musiałyśmy długo czekać. Było pięć minut po dwudziestej a oni już zapukali do mojego pokoju. 
-Proszę.-odparłyśmy wszystkie.
Gdy chłopcy weszli musieli być zachwyceni naszym wyglądem, bo nie mogli : raz -oderwać oczu, dwa-zamknąć ust, które były rozdziawione. Pierwszy oprzytomniał Drake, podszedł do mnie. Chwycił mnie za rękę na ,której miałam prezent od niego. Uśmiechnął się i szepnął mi do ucha 
-Prześlicznie wyglądasz.-zarumieniłam się. Co było dziwne ,nigdy dotąd nie robiłam się czerwona na policzkach jak słyszałam komplement. Trzymając się za rękę wyszliśmy z naszej kwatery,  szliśmy w stronę wielkiej sali. Na schodach tuż obok wejścia stała grupka gryfonów najwyraźniej czekająca na swoje partnerki. Przeszliśmy obok nich. Któryś za mną zagwizdał
-Fiuuu, ej lalunia może z nami się zabawisz.-
Prychnęłam -Prostaki.- Powstrzymałam Drake by nie podszedł do nich i im nie przywalił, znałam go na tyle dobrze ,że wiedziałam ,że ma na to cholerną ochotę. Czułam na sobie spojrzenia licznych chłopaków, i zazdrosne spojrzenia ich dziewczyn. Przy stole nauczycieli Dumbledore wstał i zastukał w swój kieliszek.
-Niech Bal się zacznie!-rozporządził. Drake powiódł mnie na parkiet. Leciało energiczne "We are Slytherin"to było o nas. A konkretniej o naszym domu. Na parkiecie na razie tańczyliśmy tylko my-ślizgoni. Drake był coraz bliżej mnie, nie mal czułam jego  oddech na moim karku. Szepnął mi do ucha -Chcesz pączu?-
-Jasne.-odparłam schodząc razem z nim z parkietu. Podeszliśmy do stolika śmiejąc się z anedgoty jaką mi właśnie opowiedział. Podał mi kubek z ponczem i zaczęliśmy pić. Gdy ktoś dotknął mnie w ramię.
-Zatańczysz?- odwróciłam się i zobaczyłam Bliznowatego. Zwęziłam oczy.
-Drybluj stąd Potter.-powiedział Drake stając przed nim z groźnie wyciągniętą różdżką.
-Bo,co mi zrobisz Shadow?-wyraźnie go prowokował.
-Nie chcesz wiedzieć Bliznowaty.-odparł podnosząc go za kołnierz do góry i rzucając go na podłogę. Odeszliśmy ponownie na parkiet ,zostawiając plugawego mieszańca na podłodze. 
-Idziecie!?-krzyknął na nas Draco -Jest taniec zbiorowy.-
Bez słowa weszliśmy na parkiet.

Obserwatorzy

Follow us on Facebook