sobota, 22 marca 2014

Patrol Time

Po tym ogłoszeniu Dumbledora, wszyscy wtajemniczeni ślizgoni zebrali się w moim dominotorium. To było niemożliwe!!!Jak on zdążył tak szybko wykryć, że coś będzie, oj będzie się działo w Hogwardzie z dedykacją dla szlam hahaha. Usiadłam na swoim łóżku, reszta po turecku na dywanie.
-No cóż, musimy zaalarmować ciocię Belle ,że stary dyro coś przeczuwa.-rzuciłam do Draco.
-Dobra to ja do niej zadzwonię i dam na głośnomówiący.-odparł wyciągając komórkę. Jedyny mugolski wynalazek, pożyteczny dla czarodziei.  Wykręcił jej numer. Już po chwili było słychać jej głos.
-Tak? Czego chcecie mali ślizgoni?
Przełknęłam ślinę.
-Ciociu jest taka mini sprawa..-zaczęłam
-Roze, przejdź do sedna.
-Stary Dumbledore, coś przeczuwa.
-W takim razie trzeba przyspieszyć akcje.-odparła.
Spojrzeliśmy po sobie. To miało stać się jutro...ale no cóż musimy to zrobić pod czas dzisiejszego patrolu. 
-Przejdziemy przez jedno z tych tajnych przejść.
-ciociu Bello jak już przejdziecie to użyjcie zaklęcia kameleona..a my posłużymy za waszą eskortę, bo i tak patrolujemy te durne korytarze.-powiedział Draco.
-Dobry pomysł Draconie. Za pięć minut przy szafie zniknięć.- rozłączyła się.
Plan był mega łatwy. Wprowadzić cioteczkę Bellatrix i kilku innych popleczników Czarnego Pana do Hogwartu. Oni znajdują coś czego szukali. I będzie można w końcu pozbyć się tych brudnych szlam. Matko, jakby i tak to patrolowanie nie było wkurzające to jeszcze Dumbledore musiał do nas przyłączyć tych plugawych gryfonów. I to niestety skomplikowało nam sprawę. Musieliśmy szybko coś wymyślić....Nienawidzę ich, ale cóż spójrzmy w oczy prawdzie. Ja najbardziej nadawałam się do tego by bez podejrzeń odciągnąć tych cnotliwych debili od nas gdy będziemy realizować plan, oraz najlepiej z naszej grupy jakby co rzucałam obliviate. Więc ja poświęciłam się by plan mógł się udać. Patrolowało się w parach. No cóż jak pech to pech. trafiłam na Chłopca,który przeżył, wybrańca, złotego chłopca...nie ważne jak go większość nazywała dla mnie był tylko plugawym mieszańcem, który jakimś cudem ośmieszał Voldemorta. Tak czy siak gdy moja paczka przemycała śmierciożerców, ja męczyłam się udawaniem,że obchodzi mnie to czy jakaś szlama jest w niebezpieczeństwie. Przez pierwszą godzinę patrolu szliśmy w milczeniu, bo niby o czym mam z nim gadać?
-Malfoy...Czy to...no wiesz ta kłótnia między mną a tobą i Draconem nie trwa już zbyt długo?- zaczął. Przystanęłam. Co on kombinuje? Zwęziłam oczy i odparłam
-Ty to zacząłeś "Złoty Chłopcze".- zrobiłam cudzysłów palcami gdy wymawiałam jeden z jego pseudonimów. Zrobił minę jakby się zastanawiał o co biega.
-Ja? Ale jak?
-Heh, nie udawaj głupiego Potter. A może na serio jesteś głupcem.- szturchnęłam go różdżką. Na Merlina pokusa by go właśnie teraz zabić, gdy nigdzie nie ma niewygodnych świadków, była ogromna. Jednak nadal byłam świadoma gniewu Voldemorta jaki by na mnie spadł gdybym zabiła tego ,którego on osobiście a jednak jakże nie udolnie próbuje zabić. Cofnęłam różdżkę.
-Naprawdę nie mam pojęcia...chwila wam nadal chodzi o to ,że przed ceremonią przydziału odrzuciłem waszą przyjaźń?
Prychnęłam -Bravo, Potter. Chcesz medal za spostrzegawczość?!-rzuciłam sarkazmem. Ja nie mogę na czym ten świat stoi?! Zakichany zbawca świata, zakochany w szlamach a do tego jeszcze wolno myślący. No błagam. Gdzie on się pcha na salony? Patrzyłam gniewnie na sprawcę całego mojego złego humoru. Jaki tam z niego wybraniec? Zwykły idiota...jak to mówią głupi ma zawsze szczęście, no cóż w przypadku bliznowatego to się sprawdzało, przeżywał ataki największego czarnoksiężnika.
-Malfoy...-wypowiedział. Merlinie! Nie mam zamiaru odgrywać nikogo miłosiernego, okres ulgowy dla niego już dawno przeminął.
-Masz racje Potter, przyswajaj sobie nazwiska o znacznej wartości. Może powinni ustanowić święto,że znasz rody czystej krwi.-odparłam unosząc brew i patrząc na niego z ironicznym uśmiechem.
-Tak nie powinno być. Chodzi mi o to,że po co te słowne walki między naszymi domami.Czy celem Hogwartu nie jest to by czarodzieje nie ważne jakiego statusu się poznali i zaprzestali konfliktu.-zaczął nawijać wystarczająco długo bym mogła ukryć różdżkę trzymaną przez jedną rękę w rękawie.
-Potter,Potter. Bredzisz jakbyś coś jarał. To twoje przemówienie dosłownie ocieka tęczą i jednorożcami. Zmartwię cię bliznowaty, ale to nie jest jedna z tych głupiutkich mugolskich bajeczek, w których wszystko jest w głupich różowych barwach.-obserwowałam ruch jego ręki.
-Żremy się od pierwszej klasy...może czas zacząć nowy rozdział?
-O tak, jasne..bądźmy przyjaciółmi.
-Serio?
-Tak...zaraz po patrolu pójdziemy razem na herbatkę do twoich rodziców...chwilunia coś tu nie gra. A tak twoi starzy nie żyją...-patrzyłam z satysfakcją jak twarz mojego wroga zmienia odcienie jak szalona. Biały,zielony,czerwony,biały...fajnie było popatrzeć. Wyciągnął w moim kierunku różdżkę.
-Ty sobie naprawdę grabisz.
-Co ty mi możesz zrobić? Biedny mały posłuszny światłości Potter. Nie może nic mi zrobić.- prowokowałam go coraz bardziej.
-Jesteś wiedźmą z piekła rodem Malfoy.-warknął
-O dziękuję za komplement. -zaśmiałam się, obok mojej głowy przeleciało zaklęcie. Chybiło o centymetr.
-Oj, Potter,Potter nawet celność masz niższego gatunku.-nabijałam się z niego.
-Córeczka rozpiesztrzana przez śmierciożerce.-warknął.
-A żebyś wiedział bliznowaty, ja przynajmniej mam całą rodzinę, a nie durną ciotkę, głupiego wuja i debilnego kuzyna w dodatku mugoli.
-Franca.
-Ooo słabo Złoty Chłopcze. Na więcej cię nie stać.
-Idź do diabła Malfoy.
-Już byłam, miły gość.
O tak doprowadzałam go do furii. Nic a nic nie mógł mi zrobić, inaczej mój ojciec by mu zrobił piekło. Odwróciłam się. Doskonale wiedziałam co zamierza. Wyciągnęłam lusterko, które odbiło jego zaklęcie i go trafiło. Wybraniec padł na posadzkę. Klasnęłam w dłonie i zza rogu wyłoniła się moja paczka wraz z ciocią Bellą i poplecznikami Lorda Voldemorta. Ciotka podeszła do nieprzytomnego Pottera.
-Ten mieszaniec, próbował cię oszołomić.
-Nie wziął pod uwagę tego ,że ja to przewidziałam.-odparłam chowając lusterko do kieszeni. Zastanawiałam się co teraz. Ten leży...nie pomyślałam a co jeśli ktoś się na nas teraz natknie?!
Trochę trudno będzie wytłumaczyć co grupa ślizgonów robi z śmierciożercami nad nieprzytomnym Potterem.
-Rozalie, teraz możemy mu zabrać to czego Czarny Pan na razie potrzebuje.-wyjęła mu z kieszeni mapę hucnotów, pelerynę niewidkę i medalion slytherina. Po czym teleportowali się stąd.
                

wtorek, 18 marca 2014

The next day

Pukanie wyłoniło się z rytmu dudnienia w mojej czaszce,upartemu stukaniu towarzyszyło uparte zawodzenie. Ostatnie jedwabne nici mojego snu zostały rozwiane, rozpoznałam głos wołający mnie z korytarza.
-Rozalie!!! Wstawaj!- to mój brat mnie tak dręczył. -Wszyscy prefektci mają być na zebraniu!-
-Idź do diabła...przecież nie śpię.-syknęłam. Gdy tylko pukanie ustało, zsunęłam nogi z łóżka. Tuziny przyjemnych rozbłysków wspomnień z zeszłej nocy wróciło do mojej głowy. Ja pierdziu! To była dopiero noc! Cały Hogwart balował i nikt nie szedł spać wcześniej niż w okolicach piątej rano. Teraz była 10 rano. Heh tylko pięć godzin snu...jak przez nich zbrzydnę to będą mieć awanturę...przecież dla urody śpi się 8 godzi! Poszłam do mojej łazienki. Odgarnęłam moje długie jasne włosy i w ogóle cała resztę. Potrzebowałam szybkiego odświeżenia...przecież nie mogę się spóźnić na to głupie zebranie. Tak więc po 10 minutach (jak na mnie to naprawdę jest to sprint) wyglądałam dobrze, ale ja zawsze muszę wyglądać idealnie! Tak więc klnąc na głupotę tych co właśnie teraz zwołali to spotkanie wyszłam z pokoju mało nie przewróciwszy mojego brata również prefekta. Wyszliśmy z naszego pokoju wspólnego i skierowaliśmy się do Wielkiej Sali. Jak wiadomo w czasie narad inni uczniowie nie mają tu wtedy wstępu. Zdziwiła mnie ta narada w końcu ostatnia była 2 lata temu...weszliśmy więc do środka dumnym krokiem.
Przy stole siedzieli już prefekci z pozostałych domów. Z tego co zdążyłam zauważyć to nikt nie wiedział dlaczego tak nagle ją zwołano. Myślałam ,że mnie zaraz szlag jasny trafi na miejscu. Czemu, czemu wolne miejsca były tylko obok szlamy i zdrajcy z gryffindoru!!!??? Niechętnie usiedliśmy obok nich. Zaraz, zaraz coś mi się tu nie zgadzało...dlaczego tu są obecni ci gryfoni co mnie zaczepiali na balu?! I grupki od przemądrzałych Krukonów i z kretyniałych Puchonów?!
-Prefekci Slytherinu jak rozumiem dopiero parę minut temu dowiedzieli się o zebraniu?!-spytał nas Dumbledore.
-Tak, panie Dyrektorze..Czy my też mamy zwołać najlepszych z naszego domu?-odparłam pytaniem.
-Jak najbardziej, panienko Malfoy.
Wstałam od  stołu i wróciłam do pokoju wspólnego po najlepszych z nas to znaczy zaraz po mnie i Draconie. Na kanapie z butelką ognistej whisky siedział Blaise.
-Wstawaj! I zostaw to do cholery!-powiedziałam  nakazując mu iść za mną.
-Eeee a o co biega?
-Dyro kazał mi zebrać najlepszych z naszego domu. A ty jakimś cudem się kwalifikujesz. Dobra Blaise gadaj gdzie jest Drake, Teodor, Pansy, Astoria i te dwa pachołki Dracona.
Podrapał się po głowie i opitym w szluga głosem odparł.
-No, twój facet jest na treningu, Teo ,Crabbe i Goyle w kuchni żrą, a twoje przyjaciółeczki to zapewne w dominotorium.-
-Ok. Pamiętaj przy dyrektorze nic nie gadaj tym swoim pijackim bełkotem.
Szybko zebrałam  ekipę i ruszyliśmy do Wielkiej Sali.
-Zaskakujące 5 minut i zebraliście najlepszych.
-Tak jest dyrektorze, w końcu jesteśmy ślizgonami.-z dumą powiedzieliśmy.
Usiedliśmy.
-Dobrze skoro jesteśmy tu wszyscy ci co mieli być, to informuje was, że jako ci najzdolniejsi będziecie patrolować korytarze na równi z nauczycielami. Niestety nie mogę wam powiedzieć nic oprócz tego ,że Hogwart może być w niebezpieczeństwie. 

sobota, 15 marca 2014

Przy pełni

Gdy bal chylił się ku końcowi ja i Drake wymknęliśmy się z wielkiej sali i poszliśmy na wieżę astronomiczną. Która była okryta pewną sławą, tam zawsze przychodziły osoby z naszego domu by móc sobie coś ważnego powiedzieć. Usiedliśmy wygodnie na parapecie. Księżyc pięknie świecił. Po paru minutach rozmowy, położył rękę na moim policzku i zbliżył głowę do mojej. Wszystko we mnie wrzało. Czekałam na to od....nieważne odkąd. Gdy był już blisko usłyszeliśmy ,że ktoś oprócz nas tu jest. Nie,no nie! Zawsze jak ma być coś fajnego to ktoś nie proszony musi się wjebać. Drake zaskoczony się cofnął i spojrzał w kierunku źródła dźwięku.
-Aleksy...-warknął na widok szatyna opierającego się o ścianę.
-Co, kuzynie...czyżbym wam przeszkadzał?-spytał z sarkastycznym uśmiechem.
-Spieprzaj stąd Calario.-znów warknął Drake. Gryfon nie zważając na ostrzegawczy ton Drake i moje wrogie spojrzenie zbliżył się do nas. Zatrzymał się przed mną. Obczaił mnie z góry do dołu. Jego usta ułożyły się w uśmiechu.
-Witaj, jestem Aleksy Calario z Gryffindoru. My chyba jeszcze nie mieliśmy okazji się poznać.-zaczął
-Rozalie Malfoy z domu węża -odparłam tonem ,który sygnalizował by spadał.
-Oooo Księżniczka Slytherinu. Miło cię poznać.
-Szkoda,że ja nie mam takiej przyjemności poznając ciebie.
-Haha. cięty język...czyli plotki były prawdą.-roześmiał się, przysiadł się do nas i dodał
-Jesteś dziewczyną....-zanim dokończył odparłam mu z całkiem dużą dozą sarkazmu
-Nie, cholera chłopakiem, wiesz?
Shadow, zacisnął pięści.
-Wypieprzaj stąd pókim jeszcze dobry...-
-Dobra,dobra...już się zmywam...-podał mi kartkę z jakimś numerem -A ty ksieżniczko,zadzwoń do mnie kiedyś.-
-Chyba w twoich snach.-wyrzuciłam kartkę przez okno. A Gryfon zmył się w końcu z naszych oczu. Upewniliśmy się ,że nie ma tu już nikogo oprócz nas. Ponownie usiedliśmy na parapecie. Chyba w całej wieży było słychać bicie naszych serc, podekscytowanych tą chwilą. Nigdy nie odczuwałam czegoś takiego,było mi na prawdę gorąco. Drake przysunął się bliżej mnie. Spojrzał mi prosto w oczy.
-Roze....Nawet nie wiesz przez ile czasu zbierałem się by cię o to spytać...-
Zrobiłam wielki wdech. Już wiedziałam co chce mi powiedzieć.
-Roze, czy zostaniesz moją dziewczyną?
Odpowiedź była jasna jak słońce. Miałam ochotę ją wykrzyczeć na cały świat. Tak! Tak! Tak!
-Tak.-odparłam spokojnym głosem nie zdradzającym mojego wewnętrznego stanu. Delikatnie zbliżył swoją głowę do mojej i dotknął swoimi miękkimi wargami moich.Z ochotą oddałam pocałunek.  Zatopił rękę w moich włosach a drugą trzymał na moim policzku, ja  natomiast położyłam jedną rękę na jego klacie a drugą przeczesywałam jego włosy. Czułam ciepło w brzuchu, czyżby to były te "motylki" o których tak wszyscy pieprzą na około? Było mi po prostu naprawdę dobrze, a co najlepsze czułam się przy nim naprawdę bezpieczna. Po kilku minutach oderwał swoje usta od moich i delikatnie wargami musną moje ucho mówiąc
-Chyba musimy już wracać, za nim stary Dumbledore przyjdzie tu na patrol.

Bal

Nareszcie po całym tygodniu chodzenia z Pansy i Astorią do miasta w poszukiwaniu idealnych sukienek, znalazłam ją. Krótka, srebna ,błyszcząca. Gdy tylko pokazałam im się w niej w moim dominotorium, Pansy dosłownie zatkało co niestety rzadko się zdarza. Pełna zachwytu mina Astorii zdradzała wszystko. Podeszłam do lustra obróciłam się. Na moich przodków, wyglądałam jeszcze lepiej niż zwykle. Dobra ja byłam już prawie gotowa, bal miał zacząć się za godzinę...Matko jeszcze fryzurę trzeba zrobić i makijaż!!! Spojrzałam z dezaportą na moje przyjaciółki. Popchnęłam Pansy razem z jej sukienką do mojej prywatnej łazienki.
-Idź się ubrać, Pans...Nie do wiary bal za godzinę a wy dwie w rozsypce.-powiedziałam zamykając za Pansy drzwi łazienki. Usiadłam obok Astorii przed lustrem. Zaczęła układać mi włosy.
-Niech zgadnę,ciebie pewnie  Draco zaprosił.
-Tak.-odparła rozczesując moje włosy.
-Pansy musi być wkurzona...-popatrzyłam na swoje odbicie. -Wiesz ona wprost go ubóstwia.-przewróciłam oczami. Dobra Pans to jedna z moich przyjaciółek, naprawdę ją kocham ale jej głupota mnie załamuje. Przecież to oczywiste,że Wielkie D woli Astorię.  Skupiłam się na malowaniu moich paznokci. Srebne z zielonymi paskami, by podkreśli moją przynależność do Slytherinu. Tori..jak nazywałam czasem Astorię szybko uwinęła się z moimi włosami. Miałam delikatne loki. Jak nic Tori ma dar do układania fryzur. Gdy Pansy wyszła w swojej długiej do ziemi zielonej sukience, trzeba było przyznać ,że prezentowała się nawet nieźle ,ale  byłoby lepiej gdyby sukienka była krótsza. Wygoniłyśmy Tori do łazienki a ja zajęłam się fryzurą Pans.
-Bleise?-spytałam układając z jej długich czarnych włosów ozdobnego koka.
-Tak. Chociaż liczyłam ,że to Draco mnie zaprosi...-odparła wypranym z emocji głosem.
-Ech, Pans, Pans...dla mojego brata jesteś jedną z najbliższych przyjaciółek..i jak by wam razem nie wyszło to on boi się tego ,że nie będziecie już przyjaciółmi...A z Tori jak wiesz nie jest tak zaprzyjaźniony..-podniosłam ją trochę na duchu. 
-Naprawdę tak myślisz?
-Jasne-odparłam kładąc jej na głowę zieloną opaskę -Vola!-odparłam.
Astoria wybrała dla siebie delikatną białą sukienkę do kolan. Wyglądała jak jakiś anioł...serio. Kto by pomyślał, Tori jak angel? 
-Dobra-powiedziała -Teraz mam trochę czasu by poczytać.-usiadła na moim łóżku.
-Błagam...znów te durne komiksy?-uniosłam brew.
-To nie komiksy tylko powieść ilustrowana.-odparła 
-Dobra,dobra. Nie wciskaj mi kitu. Jeśli coś ma okropnie owłosioną dupę i nogi i robi pajęczynę to nazywa się pająk, a obrazki z wypowiedzią w dymkach są komiksem.
Ubrałam moje również srebne buty na szpilce. Pansy się roześmiała.
-Okropnie owłosioną dupę?! hahaha Roza ty to masz teksty.-
Była już 20. Lada chwila miały zjawić się chłopaki. Nie musiałyśmy długo czekać. Było pięć minut po dwudziestej a oni już zapukali do mojego pokoju. 
-Proszę.-odparłyśmy wszystkie.
Gdy chłopcy weszli musieli być zachwyceni naszym wyglądem, bo nie mogli : raz -oderwać oczu, dwa-zamknąć ust, które były rozdziawione. Pierwszy oprzytomniał Drake, podszedł do mnie. Chwycił mnie za rękę na ,której miałam prezent od niego. Uśmiechnął się i szepnął mi do ucha 
-Prześlicznie wyglądasz.-zarumieniłam się. Co było dziwne ,nigdy dotąd nie robiłam się czerwona na policzkach jak słyszałam komplement. Trzymając się za rękę wyszliśmy z naszej kwatery,  szliśmy w stronę wielkiej sali. Na schodach tuż obok wejścia stała grupka gryfonów najwyraźniej czekająca na swoje partnerki. Przeszliśmy obok nich. Któryś za mną zagwizdał
-Fiuuu, ej lalunia może z nami się zabawisz.-
Prychnęłam -Prostaki.- Powstrzymałam Drake by nie podszedł do nich i im nie przywalił, znałam go na tyle dobrze ,że wiedziałam ,że ma na to cholerną ochotę. Czułam na sobie spojrzenia licznych chłopaków, i zazdrosne spojrzenia ich dziewczyn. Przy stole nauczycieli Dumbledore wstał i zastukał w swój kieliszek.
-Niech Bal się zacznie!-rozporządził. Drake powiódł mnie na parkiet. Leciało energiczne "We are Slytherin"to było o nas. A konkretniej o naszym domu. Na parkiecie na razie tańczyliśmy tylko my-ślizgoni. Drake był coraz bliżej mnie, nie mal czułam jego  oddech na moim karku. Szepnął mi do ucha -Chcesz pączu?-
-Jasne.-odparłam schodząc razem z nim z parkietu. Podeszliśmy do stolika śmiejąc się z anedgoty jaką mi właśnie opowiedział. Podał mi kubek z ponczem i zaczęliśmy pić. Gdy ktoś dotknął mnie w ramię.
-Zatańczysz?- odwróciłam się i zobaczyłam Bliznowatego. Zwęziłam oczy.
-Drybluj stąd Potter.-powiedział Drake stając przed nim z groźnie wyciągniętą różdżką.
-Bo,co mi zrobisz Shadow?-wyraźnie go prowokował.
-Nie chcesz wiedzieć Bliznowaty.-odparł podnosząc go za kołnierz do góry i rzucając go na podłogę. Odeszliśmy ponownie na parkiet ,zostawiając plugawego mieszańca na podłodze. 
-Idziecie!?-krzyknął na nas Draco -Jest taniec zbiorowy.-
Bez słowa weszliśmy na parkiet.

piątek, 14 marca 2014

Niespodziewany gość

Leżałam na łóżku, jako prefetka nie musiałam z nikim dzielić dominotorium. To miało więcej plusów niż minusów. Nie musiałam czekać w kolejce do łazienki, bo miałam własną, zero użerania się z kimkolwiek kto bałaganiłby w dominotorium, panowały tu moje zasady. Panowała tu absolutna cisza. To było jedno z niewielu miejsc w których mogłam pomyśleć.
"Lecz wstań z łóżka
i idź do swoich przyjaciół,
a my znów tej nocy
ledwo zmrużymy oka jak słowik."
Przeczytałam wiersz greckiej poetki po której mam drugie imię. Nigdy publicznie nie przyznałabym się,że lubię coś tak zwyczajnego jak poezja. W sumie to lubię jest złym słowem, ja wiersze Safony toleruję, a po za tym to nawet jak byłam małym dzieckiem wkurzały mnie wszelkiego rodzaju rymowanki. Zupełnie nie miałam pojęcia co mam robić!!! Jak już chwytałam wiersze to było ze mną źle. Zwykle na nie reaguje mdłościami. Co się ze mną dzieje?! Nie do jasnej cholery nie mogę siedzieć tu w ciszy. Chwyciłam różdżkę i wycelowałam nią w moją wieże. Z głośników poleciały mocne pełne energii głosy jednego z moich ulubionych zespołów "Skrzydła Nietoperza". Idealnie zagłuszyły tą ciszę. W pewnym momencie zaczęłam śpiewać razem z nimi. 
Strach jest zgubą, zgubą nas wszystkich 
zamiast eksterminować chwasta jaki wzrasta wśród nas
Pozwalamy mu wyrosnąć ponad nasze działania
Co się dzieje z tym światem?
Ministerstwem szlamy rządzić chcą,
Lecz my nie pozwolimy im...
Słowa tekstu idealnie oddawały rzeczywistość, za to właśnie kochałam "Skrzydła Nietoperza", wszyscy członkowie tego zespołu byli w Slytherinie, więc śpiewali znane mi poglądy. Nagle ktoś zapukał do drzwi mojego dominotorium.
-Proszę.-powiedziałam ściszając SN. Do mojego pokoju wszedł wysoki, no w każdym razie wyższy od mnie o głowę z włosami podobnego odcieniu jak moje o granatowych prawie czarnych oczach, był szczupły, ale było widać jego mięśnie pod koszulką.To był jeden z najlepszych i najbrutalniejszych graczy naszej domowej drużyny quiddicha, Drake Shadow.
-Mogę?-zapytał z uśmiechem.
-Tak, przecież i tak ci już pozwoliłam- odparłam unosząc delikatnie kąciki ust. Wskazałam mu by usiadł. Byłam ciekawa jak diabli, co on może od mnie chcieć. Zawsze starałam się ukryć to,że go naprawdę bardzo lubię. Teraz najbardziej bałam się tego ,że zrobię się czerwona i...że zrobię coś durnego...chociaż to drugie w moim przypadku nie miało racji bytu. Usiadł na przeciwko mnie. Przeczesał ręką swoje włosy. Spojrzał mi prosto w oczy.
-Roza...Za parę dni jest bal...-znowu przeczesał swoje włosy -Zastanawiałem się...czy nie zgodziłabyś się iść...ze mną na niego?- spytał mnie. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie. On jeden z najładniejszych chłopaków w szkole zaprasza mnie na bal. Miałam ochotę skakać z radości. 
-Jasne...z przyjemnością pójdę z tobą na ten bal.-odparłam. Na jego twarzy pojawiła się ulga.
-To świetnie.-uśmiechnął się -Bałem się ,że ktoś już ciebie na niego zaprosił.-dodał tuszując swoją obawę śmiechem. Nie potrzebnie się martwił... Wychodząc zostawił na moim biurku, srebną piękną branzoletkę w kształcie węża. Wzięłam ją do ręki i przycisnęłam do siebie. Jeny czemu ja nie dałam mu wcześniej znać ,że go lubię...No dobra więcej niż lubię. Odwróciłam się do drzwi. Zobaczyłam w nich Draco jak się dziwacznie na mnie patrzy.
-Czego?-spytałam. Mój bliźniak oparł się o futrynę drzwi i spojrzał na mnie spojrzeniem ,które mówiło ,że wie coś czego ja nie.
-A więc, w końcu zdobył się na odwagę by cię zaprosić...Kto by pomyślał,że facet budzący grozę w innych tak długo będzie zwlekał z zaproszeniem dziewczyny, którą bardzo lubi na bal.- Chwyciłam poduszkę z łóżka i rzuciłam w mojego brata.
-Oż ty! Wiedziałeś o tym i nic mi nie powiedziałeś?! Idiota.-chciałam znów w niego rzucić dla zabawy poduszką. Draco odrzucił poduszkę trafiając mnie.
-Roza...jak facet powie coś takiego facetowi, to  ten drugi nie może tego wygadać, choć to dotyczy jego bliźniaczki.
Rzuciłam w niego ponownie poduszką. 
-Idiota z ciebie...ale i tak cię kocham bo jesteś moim bliźniakiem.-dodałam robiąc unik przed jego poduszkowym atakiem. Ze śmiechem padliśmy na podłogę...Matko, znów zachowywaliśmy się jakbyśmy mieli po pięć lat. Powiem to tutaj szczerze, ale radzę tego nie powtarzać bo się wyprę ,brat bliźniak to jednak jeden z najlepszych i najdroższych skarbów. Takie prawie lustrzane odbicie, łącząca nas   więź gdy wie się,że drugie jest w niebezpieczeństwie. To jest niesamowite nawet jak na świat magii. A teraz cicho i nikomu o tym ani słowa,że mam taką więź z bratem.      

Przesłuchanie.

Tylko nie liczni zachowali spokój na wieść o tym ,że Zasrany Wybraniec i jego świta zostali znalezieni przez Hagrida nie przytomni w wybiegu gryfa. 
-Neville, Lee wprowadźcie panienkę Malfoy.-usłyszałam głos dyrektora nie znającego sprzeciwu za drzwi skrzydła szpitalnego. Stanęli w drzwiach, patrząc na mnie z wrogością.
-Właź Malfoy. Dumbledore chcę z tobą rozmawiać.
Wstałam powstrzymując się od złośliwości. Jordan warknął na mnie ostrzegawczo. Z zaskakująco bladą twarzą jak na niego, przykucnął pomiędzy mną a swoimi przyjaciółmi. Starałam się ukryć mój pełen satysfakcji uśmiech. Podeszłam bliżej dyrektora, trzymając się w bezpiecznej odległości od rozpatrzonych gryfonów.
-Tak mi przykro.-powiedziałam tragicznie zasłaniając usta dłonią, wszystko po to by stary Dumbledore nie doszukiwał się tu mojej winy.
-Będziesz mi teraz bardzo potrzebna Rozalie ,jesteś jedynym świadkiem.-powiedział Dumbledore podchodząc do już obudzonych. Nie zerwałam się od razu z miejsca, dopiero po kilku minutach podeszłam bliżej tak jak nakazał mi gestem Dumbledore. To była chwila prawdy, na ile skuteczne było moje Obliviante. Jeśli było makabrycznie słabe to już byłam udupiona, a jeśli nie to możliwe,że nikt nie dowie się ,że to ja. Podziękowałam swojej przezorności,że wlałam w nich fałszywe wspomnienia.
-Proszę powiedz co się wydarzyło...-poprosił mnie łagodnym tonem dyrektor. Longbottom i Jordan świdrowali mnie wzrokiem mówiącym ,że nie wierzą w ani jedno moje słowo.
-Gdy skończyłam sprzątać boks testrali, zauważyłam ich w zagrodzie gryfa ,wybiegłam krzycząc po pomoc. Gdy wróciłam tam z gajowym, oni byli nie przytomni a gryf w zupełnie innym boksie.-ułożyłam całkiem wiarygodną wersje wydarzeń. Uśmiechnęłam się w duchu punkt pierwszy mojego przebiegłego planu zdawał się iść w dobrym kierunku. Patrzyłam na jeszcze lekko zamulone twarze "wielkiego trio". Tak, byłam teraz już całkowicie pewna ,że nie pokrzyżują tej części mojego planu. Dumbledore patrzył prosto w moje oczy tym swoim przenikliwym spojrzeniem.
-100 punktów dla Slytherinu za godną pochwały podstawę. Cóż panie Potter, Weasley i pani Granger macie olbrzymi dług zaciągnięty u panienki Malfoy.-powiedział troskliwym tonem. To było dobre, walczyłam wewnątrz siebie by się nie roześmiać. Wyjęłam z kieszeni po paczce fasolek wszystkich smaków i wręczyłam je poszkodowanym.
-Proszę, przyjmijcie to by umiliło wam te dziwne chwile.
Kazano mnie odprowadzić. Już miałam schodzić do lochów gdy Lee Jordan zastawił mi przejście i z otwartą wrogością powiedział
-Dobra Malfoy, po co te gierki? Przecież to logiczne ,że ty byś im nigdy nie pomogła.
-Czyżby, panie wszystkowiedzący Jordan?
-Nie pogrywaj ze mną ,ty mała franco...-warknął.
-Ej co to ma być?-usłyszałam znajomy głos -Te Gryfon odczep się od mojej sister.-to był Draco
-Nie wtrącaj się, nie twój biznes.-krzyknął Lee
-Tak? Mylisz się... to moja bliźniaczka, więc co dotyczy jej to również i mnie.-wyciągnął różdżkę w ostrzegawczym geście.                                              

Nie złość Rozy

Draco usiłował uratować to co zostało z mojego dobrego sobotniego humoru. Wyszliśmy z pokoju wspólnego i udaliśmy się do wielkiej sali, by zjeść porządne pocieszające śniadanie. Co w praktyce oznaczało trifle z malinami i sok dyniowy dla mnie a dla niego piwo kremowe i czekoladową trufle. Oczywiście nie próbował naprawiać sytuacji usprawiedliwieniem tych idiotów z Gryffindoru, bo i po co? Sama musiałam znaleźć sposób na całkowitą poprawę mojego humoru. Mimo dobrego śniadania nadal byłam zła. Ja jedna z prefektów slytherinu mam szlaban razem z tamtymi ciołkami. A za co? Za to ,że zgłosiłam naruszenie przez nich regulaminu. Dobra, sama nie jestem osobą przepisową, a jak wiadomo wykorzystam każda okazje by tamci zapłacili za to,że ich zasrany "święty Potter" zdeptał mój i mojego brata honor, gdy na pierwszym roku chcieliśmy się z nim zaprzyjaźnić. A najlepsze było to ,że kare z nimi oprócz mnie mieli także odbywać  Astoria Greengrosses i mój brat.
-Dyrekcja jest w cholerę słaba.-zaczął pijąc piwo kremowe. -Potrafi się odnaleźć tylko przez faworyzacje jednego z domów.-dodał
-Na ich zgubę wybrali niewłaściwy dom-odparłam kończąc moje trifle z malinami.
Draco spojrzał mi prosto w oczy.
-Roza. Trzeba o tym powiedzieć ojcu, oni są zagrożeniem dla takich jak my.
-Podoba mi się bracie twój pomysł.-stuknęłam różdżką w stół. -Ale to na razie jest sprawa pomiędzy nami a tymi zakochanymi w szlamach zdrajcach. Najpierw musimy mieć mocne dowody a nie takie gówno. Ja to dobrze wiem, ty też i inni ślizgoni oraz dyrekcja, powiem ci teraz jedno zdobędę dowody,że powinni odwołać dyrektora i grubego gajowego. A co za tym idzie pogrążymy gryfonów gdy zabraknie ich miłośników.-wypiłam ostatni łyk z mojej szklanki soku dyniowego, rozkoszując się odgłosami aprobaty od wtajemniczonych. 
Uczniowie ginęli bez śladu. To wiedzieliśmy akurat wszyscy. A ja wiedziałam coś więcej i dlatego byłam niebezpieczna dla zamieszanego w to z całą pewnością dyrektora i idiotycznego półolbrzyma. Ale nie mieli odwagi mnie ani mojego brata tchnąć, bo ojciec nieźle by ich udupił. Lecz nie przeszkadzało im to w dawaniu nam szlabanów. 
***
Matko! Miałam olbrzymią ochotę rzucić Avada Kedavrę na tą trójkę zjebów. Albo chociaż Cruciatusa...Zamiast tego po prostu rzuciłam im moje zwykłe pogardliwe spojrzenie. Całą szóstką czekaliśmy na starą Mc Gonagll, gdy w końcu raczyła się zjawić oznajmiła nam ,że karę będziemy odbywać u gajowego. No nie jeszcze czego?! Nie mam zamiaru być kolejną ofiarą olbrzyma,który nie umie się hamować. Rzuciłam wyzywające spojrzenie na Mc Gonagall.
-A z jakiej racji my mamy odbywać karę?-wskazałam na siebie, Draco i Astorie.
Mc Gonagall wywróciła oczy ku niebu.
-Ile razy mam powtarzać ,że to za używanie nieodpowiedniego słownictwa. A teraz jeśli nie chcecie mieć kary również za tydzień raczcie być cicho.- zaczęła nas prowadzić ku chacie Ruberusa Hagrida. Zostawiła nas z nim a on kazał robić nam przy swoich stworach. Oparłam się o furtkę wybiegu gryfa. Nie mam najmniejszego zamiaru zbliżać się do tego stwora. Posłuszne pieski Dumbledora jak miałam w zwyczaju nazywać gryfonów zabrały się za czyszczenie tego syfu. Draco i Astoria gdzieś zniknęli...wolę nie wdawać się w strzegóły. Tak czy siak w tym ohydnym miejscu byłam ja i trójka warty Pottera.
-Te Blond Franca, może byś tak wzięła się do roboty?!-krzyknął na mnie rudzielec.
-Hmm to jest robota dla takich jak ty...a ja nie mam zamiaru cię wyręczać.-odparłam
Musiałam wkurzyć bliznowatego, wyciągnął w moim kierunku różdżkę
-Słuchaj no Malfoy! Albo to sprzątasz...
-Albo co..-odparłam wymierzając do niego z różdżki. -Pójdziesz jak każdy gfryfonik,który dostał bęcki z płaczem do mamusi...-dodałam ze śmiechem -A nie sorry twoich starych już nie ma.-
Usłyszałam jak pod nosem Granger szepcze "bezczelna pinda".   Spojrzałam na nią i wysyczałam "Zamknij się głupia szlamo." Po czym bez konieczności wymawiania rzuciłam na nich magią werbalną Imperius. Grzecznie posprzątali mój sektor, gdy tylko skończyli wyczyściłam im pamięć, ale przed tym za pomocą zaklęcia rzuciłam ich do zagrody gryfa. I dopiero dokonałam dzieła. Przecież zbliżanie się do zwierzęcia tak niebezpiecznego było zabronione. Krzykiem zawołałam gajowego. Gdy przyszedł byłam gotowa dopełnić zemstę na nich. Zaczęłam mu tłumaczyć ,że gdy się odwróciłam po skończeniu czyszczenia mojego sektoru, pokazałam mu czysty boks testrali, usłyszałam jak oni drażnią gryfa...Skoczył do nich a ja spokojnie wyszłam i  wróciłam do pokoju wspólnego ślizgonów. Na odchodne szepnęłam
"Nie złość nigdy Rozy." Byłam  pewna ,że za to dostanie im się kolejny szlaban. 

Obserwatorzy

Follow us on Facebook